List otwarty do wszystkich osób, które na przestrzeni wieków znaleźli w sobie odwagę, by sprzeciwić się aktom przemocy.

Część z Was żyło setki i tysiące lat przed moim przyjściem na świat, część z Was mijam na ulicy, części nigdy nie poznam.

Nie wiem jak wielu i wiele z Was zdołało dożyć starości – ani ile lat stanowiła w Waszych czasach „starość” – a jak wiele i wielu zginęło stając w obronie innego człowieka, zwierzęcia lub natury.

Zwracam się do wszystkich osób, które kiedykolwiek sprzeciwiły się przemocy, a nie pozostali żywi wystarczająco długo lub też nie byli na tyle głośni, by ktoś o nich opowiedział, nagrał o nich film lub też napisał książkę.

Teraz ja o Was napiszę. Bo nigdy tego nie powiedziałem, ale chciałem być Wami, gdy dorosnę. Bo moimi idolami byli ludzie niewidzialni.

Bo nie ma absolutnie nic romantycznego w przemocy, ale dostrzegam piękno człowieka w odwadze i w posiadaniu żywego sumienia.

Odmowa udziału w publicznym szykanowaniu oznacza noszenie etykiety „przewrażliwionego”, ponieważ „to tylko takie żarty”. Oznacza bycie posądzonym o tzw. „brak dystansu” (bronić się można przed oskarżeniem o rasizm, mizoginię czy homofobię, walczyć z oskarżeniem o „brak dystansu” nie ma sensu), jak gdyby było to największe przekleństwo na świecie.

Zwracam się do wszystkich osób, które konsekwentnie odmawiali i odmawiają udziału w zbiorowej kulturze przemocy, a nie pozostali żywi wystarczająco długo lub też nie byli na tyle głośni, by ktoś o nich opowiedział, nagrał o nich film lub też napisał książkę: to wy jesteście bohaterami. Bo czasem nie potrzeba wielkich gestów, a najmniejszej reakcji. Bo mówi się, że jeden człowiek nic nie zmieni, ale gdyby tylko każdy dbał o przestrzeń dookoła siebie, przemoc by się nie rozrastała.

Gdyby tylko empatia była dla nas ważniejsza od bycia uznanym za zdystansowanego.

Gdybyśmy się mogli śmiać bez robienia krzywdy innemu człowiekowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *