Nathaniel 2007

Człowiek za ladą podawał nam klucz, a gdy to robił, ja wpatrywałem się w twarz jego ze spokojem. Już nawet nie unosząc brwi – już mnie to nie dziwiło. Przestało obchodzić mnie, czy domyśla się, z jakiego powodu tam jesteśmy. Jak mógł nie wiedzieć, skoro nigdy nie spojrzał mi w twarz?

Patrzył na nią tata.

Przechodząc obok niego, za każdym razem zastanawiałem się, czy już wie. Czy patrzy na mnie i to widzi, a jeśli tak, to dlaczego mnie z tym zostawia. Czy czuje zmianę we mnie jak Grześ. Czy mama mojego przyjaciela zdążyła z nim porozmawiać i powiadomić o tym, o czym powiedziałem, czy nie dała sobie z tym rady. Czy to moja wina, że umarła, bo zbyt ją zestresowałem. Czy sam do tego doszedł. A jeśli sam się wszystkiego domyśla, to dlaczego nie spróbuje ze mną porozmawiać. Dlaczego nie zapyta, czy to, co zrodziło się w jego umyśle, jest prawdą.

Może boi się swojej reakcji, myślałem, może nie będzie w stanie dać mi nic więcej poza własnym bólem, niedowierzaniem i zapewnieniami, po których nic się nie stanie.

Siedziałem naprzeciw niego i zdarzyło się, że parę razy już prawie otwierałem usta i prawie byłem gotów powiedzieć o szumie, który nie cichnie w moich uszach. Za pierwszym razem było prościej – wypłynęło to ze mnie wręcz. Może zmarnowałem już swoją szansę. Może mogłem powiedzieć to tylko jednej osobie i wybrałem źle. Przy tacie prąd elektryczny przechodził mi pod skórą za każdym razem, kiedy próbowałem wykrztusić coś z siebie na ten temat. Przy mamie Grzesia tego nie czułem. Tylko strach, że nie powinienem. Ale nic się nie stało.

Zawroty głowy dawały mi do zrozumienia, że straciłem głos i nie jestem zdolny się komunikować. Żadna nowość.

Pragnąłem zapłakać – wybuchnąć głośnym, niepohamowanym płaczem, aby zapytał, co się dzieje, a wtedy może byłoby mi prościej mu powiedzieć. Ale organizm mój już nie produkował łez.

– Tato, pomożesz mi w tym zadaniu – wydukałem. Nawet to stanowiło trudność. Jak gdyby struny głosowe nie ufały mi i musiały hamować, abym nie powiedział zbyt wiele. Tata pokiwał głową, ale wciąż pochylony był nad swoimi dokumentami. Dopiero po chwili przybliżył się do części swojego biurka, które zajmowałem podczas nauki i upewniwszy się, o które polecenie mi chodzi, zaczął uważnie czytać tekst, na który ja nawet nie spojrzałem.

Może wiedziałem, jak wykonać to zadanie.

W czasie, który zyskałem, za wszelką cenę starałem się wyprodukować łzy lub odpowiednie słowa. Cokolwiek.

Dlaczego z nim było trudniej?

– Wszystko w porządku? – zapytał nagle. – Wydajesz się bardzo spięty i niespokojny.

Zamarłem. A po chwili zacząłem szalenie dziękować w duchu za to, że zauważył, że nie musiałem płakać ani nic mówić, że sam do tego doszedł. Na twarzy mojej pojawił się szeroki uśmiech, co od dawna się nie zdarzyło, i jakoś tak wiedziony emocjami, których dawno nie czułem, słowa sformułowałem w:

– Tak, wszystko jest super. – Mina moja zrzedła momentalnie, a on tylko uśmiechnął się i powiedział:

– To dobrze.

Nie, tato!, krzyczałem w myślach. Niedobrze! Zapytaj mnie jeszcze raz, proszę, skłamałem. Przepraszam, więcej tego nie zrobię, ale zapytaj mnie jeszcze raz.

Takie myśli mogłyby z łatwością wprowadzić w stan rozdygotania i łez, lecz ja wziąłem tylko ołówek do ręki – choć mogłem błagać go na kolanach – i wróciłem do zadania.

Już wiedziałem, o co w nim chodzi.

Następnego dnia usiadłem na łóżku, bo wszystkie drogi tam prowadziły, i czekałem, aż woda, która lała się z prysznica, przestanie ściekać z ciała mojego.

– Nie wolno gryźć – powiedział.

Kołdra pode mną była przemoczona, na podłodze zostały mokre ślady moich stóp. Spojrzałem na czerwoną diodę i za siebie, przez okno, i postanowiłem, że następnym razem. Przeziębię się, bo jest uchylone, a ja siedzę przy nim całkiem mokry. Ale następnym razem. Ślad moich zębów został na jego biodrze. Następnym razem na pewno mu powiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *